Zazdrosc


Wyobraź sobie, że nerwowo krzątasz się po mieszkaniu, sprzątasz, poprawiasz, ulepszasz. To nie powinno mieć znaczenia, ale jednak im bliżej określonej godziny, tym bardziej wyglądasz jakbyś przed chwilą zażył kilka nielegalnych tabletek. W końcu dochodzisz do wniosku, że już nic więcej nie zrobisz, że lepiej już po prostu nie będzie. Trudno, nie ma czasu na szybkie dokupienie jakichś ozdób, trzeba było jednak jechać po ten obraz, który ostatnio widziałeś w jednej z małych galeryjek na starówce. Czekasz. Minuty, wcześniej biegnące jeszcze szybciej od Ciebie, teraz zwolniły, już sam nie wiesz czy to Ty dopasowujesz się do ich tempa, czy na odwrót. W końcu dzwonek do drzwi. Nonszalancko odczekujesz kilka sekund, otwierasz.

Twoi naprawdę dobrzy przyjaciele stoją w drzwiach, jak zwykle eleganccy, ale w taki niezobowiązujący, jakby od niechcenia, sposób. Nie widzieliście się zdecydowanie zbyt długo, ale w końcu życie pędzi, nie ma lekko ani czasu na odpoczynek. Przechodzicie przez wnętrza nieśpiesznie, niech docenią Twoje starania. Siadacie na tarasie czy innym balkonie, byle bliżej natury. Siedzicie, na stół wjeżdżają napoje, na razie bezalkoholowe, bo jednak pomimo soboty, trzymacie fason, jest jeszcze wcześnie. Początki są zdawkowe, ostrożne, w końcu trochę czasu minęło, ustalony lata temu rytm rozmowy trochę się rozregulował, brakuje mu regularnego smarowania częstszymi spotkaniami. Nie trwa to długo, aż tematy, jak lawiny błotne, wypadają wam z ust, jeden temat ciągnie za sobą następny, tylko dzięki dobremu wychowaniu i umiejętności słuchania, wasze spotkanie nie przypomina scenki rodzajowej z polskiego targowiska. Umiesz słuchać. Każdy umie, albo przynajmniej tak sądzi. Jeśli się teraz zastanawiasz jak jest u Ciebie, zapraszam tutaj.  

Zatem Twoi przyjaciele opowiadają, barwnie i wesoło stawiają wokół Ciebie galerię sukcesów , osiągnięć, a Ty mniej lub bardziej świadomie, na każdą ich opowieść już szykujesz sobie odbicie piłeczki, nawet pod stołem zaciskasz dłoń na niewidzialnej rakiecie. Mija kilka chwil, a Ty uświadamiasz sobie, że już nie masz czym grać. Że wyprztykałeś się z historii, które byłyby jak kareta na ich sekwensie. Spotkanie już Ci się tak nie podoba. Czas płynie, jest coraz gorzej. Wybija godzina, po której ludzie z zasadami już swobodnie mogą zalać kostki lodu ulubioną whisky, ale na Twoim stole nie pojawia się żaden markowy alkohol. Jego miejsce zajmuje zazdrość. Tandetna i tania. Ciężko się trawi i często powoduje ciąg zdarzeń, której finałem jest w najlepszym razie kac. Moralny, ale boli jak po najtańszej wódce. Choć zazdrość może być inna, może mieć metkę. Może smakować jak najlepszy drink. Chcesz przepis? Zapraszam do następnego akapitu.

Człowiek potrafi zazdrościć każdemu wszystkiego. Nie potrzebujemy do tego nawet znać danej osoby, by mijając ją na ulicy przyglądać się jej z zawistnym spojrzeniem. Bo włosy, bo zegarek, bo torebka i samochód. Nie znamy jej historii, nie wiemy co stoi za tą zewnętrznością, ale już wykiełkowało w nas „chcę to mieć!”.

Nie tylko jednak my zazdrościmy. Często robimy coś, kupujemy, mówimy tylko po to, by to inni nam zazdrościli – by się dowartościować. Kupujesz nowy zegarek i wydajesz na niego 3/4 swojej wypłaty nie tylko i wyłącznie dlatego, że jest tego wart. Kupujesz bo wiesz, że zrobisz wrażenie, że ktoś inny spojrzy na Ciebie z podziwiem, a wtedy Ty poczujesz się lepszy.

W całym tym bagnie z udowadnianiem sobie wzajemnie komu w życiu lepiej się wiedzie zazdrość jest jednocześnie naszym największym stymulatorem. Dopóki nie widzimy u kogoś czegoś, czego zaczynamy pragnąć, nie wiemy że tego chcemy. To ona ukierunkowuje nasze działania, wyznacza cel, napędza nas i determinuje.

Tak naprawdę zazdrość nie jest ani zła, ani dobra – to my decydujemy o tym, jak ją potraktujemy i jaki ładunek emocjonalny jej nadamy. Czy użyjemy jej do rozwijania i poznawania siebie, czy po to by wyżyć się na innych. Dobrze, jeśli podchodzimy do tego świadomie i z pełną odpowiedzialnością, bo decyzja o tym gdzie skupimy naszą energię, spowoduje że otrzymamy tego jeszcze więcej.

Za każdym razem, gdy jak granat odpala się w Tobie pragnienie wyjazdu na Malediwy, z których przed sekundą zobaczyłaś zdjęcie swojej przyjaciółki na insta, masz wybór co z tym zrobisz. Czy pozwolisz na to, by to uczucie zaczęło trawić Cię od środka, zatruwać Twoją krew i z każdą kolejną minutą budzić coraz większą złość, a następnie smutek. Czy może zmobilizuje Cię do działania i znalezienia sposobu na to, by również przeżyć wakacje, o jakich do tej pory tylko marzyłaś.

Z i związki

Jesteś Ty i ona. Wszystko układa się świetnie, Twój związek Cię dopełnia i czujesz się szczęśliwy. Pewnego dnia dostajesz SMS-a, że wróci z pracy później niż zwykle i szczegóły wyjaśni w domu. Wieczorem dowiadujesz się, że po prostu spotkała swojego dobrego znajomego z podstawówki i koniecznie chciała spędzić z nim trochę czasu, by dowiedzieć się co u niego słychać. Opowiada, słuchasz, pokazuje Ci jego profil na fejsie – gość wygląda jak Ryan Gosling w „Kocha, lubi, szanuje”. Przed oczami Ci ciemnieje, proces ruszył. 

W kontekście związków psycholodzy Abraham Buunk i Pieternel Dijkstra wyodrębnili trzy kategorie zazdrości: 

  • reaktywną (zawiera głównie aspekt emocjonalny) – wiąże się z naszymi emocjonalnymi reakcjami takimi jak gniew czy smutek, które są odpowiedzią na niewierność partnera;
  • niepokojącą (opiera się na elemencie poznawczym) – tutaj występuje częste rozmyślanie o możliwej niewierności partnera,
  • zaborczą (jej składową jest przede wszystkim aspekt behawioralny) – to w dużej mierze monitorowanie zachowań drugiej osoby i przeciwdziałanie ewentualnej jej utracie. 

Najbardziej skrajną formą zazdrości jest zazdrość urojona – nazywana zespołem Otella, która przez psychiatrów jest zaliczana do obsesyjnych nerwic, a przejawia się notorycznym podejrzewaniem partnera o zdrady oraz kontrolowaniem jego działań. W momencie gdy zazdrość przyjmuje taką formę, doprowadza do negowania każdego zachowania. Osoba będąca w tym stanie nie postrzega swojego zachowania jako złego – uważa, że ma do niego pełne prawo i podstawy.

Z zazdrością w związkach jest trochę jak z jazdą na rollercoasterze. Tylko odpowiednio dobrana długość trasy podtrzymuje zdrową ilość adrenaliny w naszej krwi. 

Z i praca

W obszarze zawodowym jesteśmy narażeni na szczurowyścig zdecydowanie najczęściej. W dobie  wszechobecnych i ciągle rozwijających się korporacji jest to wręcz nieuniknione. Zazdrość nie jest zarezerwowana tylko dla wielkich firm. Właściciele własnych biznesów, freelancerzy, a nawet Pani Jadzia z warzywniaka są na nią również podatni. To właśnie w tym świecie  świadomość własnej wartości i umiejętność skupienia się na naszych dokonaniach jest szczególnie potrzebna. W końcu w pracy spędzamy minimum 1600 godzin rocznie (przy założeniu etat 8h/dzień).

Łatwo jednak wkręcić nam się w tę karuzelę. Wystarczy, że kolega, który studiował z Tobą architekturę ma swoją pracownię i doskonale się w tym temacie odnajduje, a Ty wciąż projektujesz szeregówki pod cudzym szyldem. Może kolega właśnie otrzymał propozycję przejścia do nowo otwieranego działu, ponieważ raptem miesiąc temu przedstawił w hr’ach certyfikat ukończenia kursu z niderlandzkiego na poziomie C1.

Z i przyjaciele

Lubisz spotkania z przyjaciółmi, prawda? A czy potrafisz cieszyć się ich szczęściem i sukcesami? Szczerze dopingujesz ich w dążeniach do marzeń, czy może delikatnie uśmiechasz się w duchu, gdy powinie im się noga?

Przyjaźń to kolejny teren, który możemy udostępnić, by nasza zawiść miała okazję się popisać. Możemy zazdrościć tego co nasi przyjaciele posiadają, osiągają, ale również tego, że mogą wchodzić w równie zażyłe relacje z innymi ludźmi. Pomyśl, jak poczułbyś się gdybyś dowiedział się, że Twoja paczka przyjaciół, do której kilka miesięcy temu dołączyła nowa znajoma, poszła na wspólne piwo i zapomniała Cię o tym poinformować. Pojawiło się w Tobie poczucie pominięcia, smutku, a może zdrady?

Z i rodzice

Odwieczny problem z posiadaniem rodzeństwa. Jako dzieci doceniamy wartość brata bądź siostry, ponieważ mamy się z kim bawić. W okresie młodości starszy brat przydaje się, by budzić respekt wśród kolegów, a później by odebrać z imprezy. Kiedy już dorośniemy rodzeństwo często pełni rolę naszego spowiednika. Jednak w trakcie całego tego okresu istnieje pewne ryzyko, że ta najbliższa osoba stanie się naszym wrogiem nr 1. 

Jeśli pojawi się w nas poczucie, że nasi rodzice bardziej kochają i więcej czasu poświęcają naszej siostrze, wtedy bardzo szybko nakręci się w nas spirala niechęci w stosunku do niej. Być może zaczniemy być dla niej oschli, złośliwi a nawet agresywni. Tylko i wyłącznie przez poczucie, że tata poświęca nam ostatnio zdecydowanie mniej czasu. Chcąc podświadomie zwrócić na siebie jego uwagę, nasze zachowanie laserowo uderza w siostrę.

Zwrot do nadawcy

Nie myśl sobie, że będąc zawistnym ranisz i dokopujesz tylko osobie, w stronę której te emocje kierujesz. Na zawiści tracimy także (jeśli nie przede wszystkim) my sami. Kumulujemy w sobie w ten sposób całą gamę negatywnych uczuć, tracimy motywację i trudniej nam się skupić.

Jeśli podstawą naszego zachowania jest sprawienie, by inni poczuli się gorzej po to, by chwilowo sobie ulżyć, to nie oczekujmy że życie będzie odpowiadać nam w pozytywny sposób. Nie jest powiedziane, że jeśli obmawiasz innych, plotkujesz, działasz na niekorzyść drugiego człowieka, to Ciebie spotka dokładnie to samo. Możesz być jednak pewien, że to do Ciebie wróci. Być może pod postacią utraty pracy, choroby czy innego negatywnego zdarzenia losowego. Zastanów się zatem, czy naprawdę jest to tego warte. 

Być może zaobserwowałeś, że zazdrość jest mocno powiązana z poczuciem własnej wartości. Poczucie to niezależnie od tego czy jest niskie, czy wysokie w znacznym stopniu ma swoje odbicie w jakości naszych relacji. Zarówno z rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami jak i również tymi, które mamy sami z sobą.

Budując silne i asertywne relacje z naszym otoczeniem nasza wartość wewnętrzna pnie się ku górze, a my nie zaprzątamy myśli tym, że ktoś gdzieś ma lepiej, więcej, inaczej. Pozwalamy sobie skupiać się na własnym życiu i dbać o to, by było ono jak najpełniejsze. 

Skup się

Zawiść to skupianie się na tym, co ma ktoś inny, a czego my nie posiadamy. To skupienie się na braku i pozwalanie, by to uczucie trawiło nas od środka.

Osobiście zdecydowanie wolę koncentrować się na tym co dobre i przede wszystkim na co mam realny wpływ. W opozycji zatem do zazdrości mam do wykorzystania wdzięczność, czyli koncentrowanie się na tym, co mam i docenianie tego. Pozwala mi to poczuć szczęście, pełnię i spokój.

Jeśli obserwujemy siebie wystarczająco uważnie, dzięki zazdrości możemy dostrzec nasze słabe punkty. Ten stan pokazuje nam nad czym możemy pracować oraz gdzie przyłożyć „dźwignię” by zyskać jak najwięcej. Warto wtedy skupić się na sobie i przede wszystkim otwarcie nazwać stan w jakim się właśnie znajdujemy – dzięki temu już na starcie osłabimy jego działanie. Następnie postawmy sobie kilka pytań: „Jakie emocje się we mnie pojawiają?”; „co sprawia, że ta sytuacja wywołuje we mnie takie reakcje?”; „od kiedy tak jest?”; „czy mam realne podstawy, by tak sądzić, czy jest to tylko moje przekonanie?”.

Działając w powyższy sposób, mamy dużą szansę na osłabienie naszej reakcji, a przede wszystkim na poznanie jej przyczyn. Dzięki temu stopniowo uniezależnimy się od wypracowanego lata temu schematu i zbudujemy znacznie zdrowszą dla nas postawę.

Poniedziałek

Przychodzisz do biura i dostajesz w twarz wiadomością, że kolega z którym wspólnie realizujesz ważny projekt, właśnie otrzymał awans. O 10:00 oficjalne przekazanie gratulacji. Podgrzewasz swój gniew czy schładzasz szampana?


D.K.

Podziel się!

2 thoughts on “W roli głównej – Zazdrość”

  1. Dominika. Zazdrość to bardzo ważny temat, uważam że napisałaś na jej temat świetny, celny artykuł. Bardzo mi trafił do serca. Ja w swoim życiu zauważyłam, że zazdrość potrafi przynieść mnóstwo szkody, ale dobrze wykorzystana może stać się sprzymierzeńcem, ponieważ innym zwykle zazdrościmy tylko tego, co jest cenne dla nas. Zazdrość użyta jak papierek lakmusowy, do sprawdzenia Co jest wartością w moim życiu i W którym kierunku chcę zmierzać, może być skarbem… tylko pod jednym warunkiem – kiedy…
    “Osobiście zdecydowanie wolę koncentrować się na tym co dobre i przede wszystkim na co mam realny wpływ. W opozycji zatem do zazdrości mam do wykorzystania wdzięczność, czyli koncentrowanie się na tym, co mam i docenianie tego. Pozwala mi to poczuć szczęście, pełnię i spokój.” Podpisuję się pod tym Twoim spostrzeżeniem dwiema rękami!

    1. Magdo, dziękuję za Twój komentarz! Sprawił mi ogromną radość. Bardzo mnie cieszy, jeśli mogę dać drugiej osobie wartość w postaci tego co piszę.
      Świetne porównanie zazdrości do papierka lakmusowego – dokładnie tak jak piszesz, warto jej użyć do sprawdzenia “co dobrego mogę z tego wziąć dla siebie”. Wyczucie momentu, o którym wspominasz również jest bardzo ważne w moim odczuciu, bo nie zawsze warto…myślę, że tu najlepiej jest zaufać swojej intuicji (jeśli faktycznie się w nią wsłuchamy).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *