docenianie-kwiaty

W ostatnich dniach moja energia gdzieś sobie poszła, więc skupiłam się na intensywnym jej szukaniu. Wczoraj chyba wreszcie wróciła na jakąś (miejmy nadzieję dłuższą) chwilę. Korzystam i piszę do Was.

Docenianie – to słowo, które chodzi mi dziś po głowie. Wybrałam się na spacer, gdyż okoliczności były nad wyraz sprzyjające. I tak idąc sobie różnymi ścieżkami patrzyłam na to, co mnie otacza. Skupiłam się na tym, jak wielkie mam szczęście, że mogę tak dziś spacerować. Nic ani nikt mnie nie „goni”, mam do dyspozycji względnie cały dzień, więc porę mogłam wybrać dowolną i iść dokąd chciałam, bez żadnego konkretnego celu, po prostu cieszyć się słońcem. 

Jakie są Twoje sukcesy?

Mam takie poczucie, że gdy człowiek zastanowi się głębiej nad tym co ma, czego może doświadczać i co od życia otrzymuje, to naprawdę jest trochę tych powodów, za które może być wdzięczny.

Prawda jest taka, że bardzo często znajdzie się przynajmniej kilka takich rzeczy. Wystarczy skupić się na tych trochę mniejszych. Zauważyłam u siebie, że z biegiem czasu przestałam doceniać swoje małe, codzienne sukcesy. Oczekiwałam tylko tych spektakularnych, przy których inni powiedzą „Wow! To jest coś!”. A przecież jest tyle pomniejszych…i wszystkie one budują naszą pewność siebie. Im więcej ich dostrzegamy, tym bardziej pewni siebie jesteśmy ponieważ widzimy, że nasze życie to nie tylko porażki, ale również (i to zdecydowanie w większości) sukcesy. Statystycznie człowiek, ma na swoim „koncie” więcej osiągnięć aniżeli upadków. Problem w tym, że niestety bardzo często o tym zapominamy i liczymy tylko te, z naszego punktu widzenia, najbardziej wartościowe.

Co by było gdybym poprosiła Cię o wypisanie swoich 101 sukcesów? Jest duża szansa, że właśnie twoja twarz wykrzywiła się w nietuzinkowym grymasie z hasłem przewodnim „chyba kpisz…” Polecam Ci jednak spędzić chwilę nad wykonaniem tego zadania. Pozwoli Ci ono zobaczyć ile już osiągnąłeś i jak długą drogę przeszedłeś. 

Tylko pamiętaj! Chodzi tu również o te najmniejsze sukcesy z Twojego życia, jak na przykład: wzięcie do ręki książki po dłuższej przerwie i przeczytanie chociaż kilku stron, pójście na krótki spacer, ugotowanie obiadu w domu etc.

Jeśli jednak powyższe ćwiczenie przyprawia Cię o ból głowy, to na początek wykonaj to:

Podziel swoje życie na 3 równe etapy, a następnie wypisz po 3 sukcesy w każdym z nich.

Mój przykład:

Etap pierwszy: narodziny – 10 lat

1. Nauka jazdy na rowerze;

2. Nauka pływania;

3. Nauka jazdy na nartach.

Etap drugi: 10 – 20 lat

1. Zdanie prawa jazdy;

2. Zdanie matury z bardzo dobrym wynikiem;

3. Wzięcie udziału w wymianie niemieckiej.

Etap trzeci: 20 – 30 lat

1. Wyjazd na 3 miesiące na praktyki do Grecji;

2. Ukończenie studiów coachingowych;

3. Znaczący awans w pracy.

Jak widzisz, wcale nie są to spektakularne osiągnięcia. Są jednak moje, a to jest najważniejsze. To poczucie umacnia mnie w wierze, że jeśli osiągnęłam swój cel w powyższych obszarach, to równie dobrze mogę to zrobić w innych.

Gdy już zmierzysz się z tymi 9, to zachęcam Cię do powrotu do wspomnianych 101. Jestem przekonana, że dasz radę.

Paradoks jest taki, że im więcej posiadamy, tym mniej świadomie doceniamy. 

Dużo częściej skupiamy się na poczuciu braku i niedostatku. Oczywiście dobrze jest mieć ambitne cele i świadomość, że stać nas na więcej, tylko co z tego jeśli to „więcej” przestaje cieszyć?

Co jeśli nawet nie dostrzegasz, że to „więcej” już posiadasz?

Osiągamy pewien pułap do którego dążyliśmy i natychmiastowo poczucie szczęścia oraz wdzięczności zastępowane jest przez kolejny cel do zrealizowania. Zupełnie tak, jakbyśmy na końcu byli rozliczani z tego, kto ile osiągnął i ile posiadł w ciągu życia.

Wieczna gonitwa, brak chwili na zastanowienie się czy w ogóle tego „chcę”, czy to napewno mój cel? Zastanów się przez chwilę, czy robisz to wciąż dla siebie, czy chcesz zadowolić kogoś innego. A może chcesz by inni Cię podziwiali? By z zazdrością patrzyli na to, co osiągnąłeś? Tylko, czy to na prawdę o to chodzi? W moim odczuciu, zdecydowanie nie tędy droga.

Zatrzymaj się więc na chwilę i odpowiedz sobie na pytanie, czy to do czego tak uparcie dążysz jest z Tobą zgodne, czy to napewno Twoje marzenie. 

Jeśli już tą pewność masz, to teraz spójrz w tył i zobacz co do tej chwili osiągnąłeś, gdzie już doszedłeś i jaki kawał dobrej roboty wykonałeś. Takie podejście potrafi bardzo skutecznie zmotywować do dalszego działania oraz pozwala cieszyć się z tego, co masz. 

Właściwy kurs

Gdy to wszystko czujesz, najprawdopodobniej oznacza to, że jesteś na właściwej ścieżce i dalej powinieneś nią podążać. Jeśli jest inaczej, czym prędzej zmień kierunek! Ale nie na hura, nie pochopnie. Tym razem poszukaj w sobie, ale tak na poważnie, bez ściemy i nie „byle szybciej”, bo przecież i tak dosyć czasu już straciłeś. Każda nieprzemyślana w pełni decyzja, spowoduje kolejną lawinę niepotrzebnego wysiłku. Zdecydowanie lepiej dla Ciebie, jeśli tą chwilę poświęcisz na „grzebanie”. Uwierz, wyjdzie Ci to tylko na dobre. Wystarczy, że złapiesz odpowiednią perspektywę.

I na koniec najważniejsze – nie patrz na innych. 

Skup się na sobie i na działaniu, które krok po kroku zaprowadzi Cię do realizacji TWOICH celów, nie cudzych. Niezwykle łatwo jest wpaść w gęsto rozstawione sidła oczekiwań. Studia? Praca?Związek? Ile razy słyszałeś jak ktoś układa Twoje życie za Ciebie?

Nasi bliscy bardzo często nakładają na nas całą sieć utkaną ze społecznie akceptowalnych wyborów, pod którymi niejednokrotnie się uginamy i robimy wszystko by realizować je punkt po punkcie. To się na dłuższy dystans nie sprawdza. W którymś momencie i tak dojdziesz do wniosku, że coś jest nie tak. Im szybciej staniesz się świadomy tego, co jest celem Twoim, a co tylko chęcią zaspokojenia innych, tym lepiej. Docenianie swoich sukcesów przyjdzie wtedy naturalnie.

D.K.

 

Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *