Zaznacz stronę

medytacja-gory

Początkowo, dzisiejszy post nie miał się w ogóle ukazać z tego względu, że nie miałam na niego pomysłu (a nie lubię pisać tylko dla samej idei). Jednak w pewnym momencie dnia, kiedy to moje ogólne przytłoczenie sięgnęło tak zwanego zenitu i postanowiłam się na chwilę wyciszyć, pomyślałam że może przydać się to komuś jeszcze ;).

Od razu zaznaczę, że ekspertem od medytacji nie jestem i nie zamierzam się na takiego kreować. Może jednak ten post zainspiruje Cię do tego, by spróbować i zobaczyć czy również Tobie przyniesie ona korzyści.

Medytacja to proces, nie licz więc, że wystarczy usiąść w kwiecie lotosu i mruczeć ooommmm.

Mnie dojście do etapu trwania ze spokojnym, oczyszczonym umysłem chwilę zajęło (znaczną). A potem jeszcze uczyłam się czerpania radości z tak spędzonego czasu.

Początki mogą się okazać zniechęcające (tak na przykład było u mnie).

Podchodziłam do tego tematu trochę jak do jeża. Niby chciałam, niby wiedziałam że mogę znacznie poprawić dzięki temu swoje nastawienie i spokój ducha a jednak przynajmniej kilkanaście razy, po kilku próbach odpuszczałam. Zbyt szybko chciałam mieć efekty. Wydawało mi się, że przecież nie ma w tym żadnej filozofii. Kończyło się tak, że po 10 minutach siedzenia zastanawiałam się jak długo jeszcze i jaki mam plan na dzisiejsze popołudnie.

Być może Ty również będziesz mieć wrażenie, że Twoje myśli prześcigają się wręcz, by zaznaczyć swoją obecność. Hej! Hej! A czy napewno wyłączyłam żelazko? A czy nie miałam dzisiaj gdzieś jechać? Zakupy! Pranie! Przecież mam jeszcze tyle do zrobienia! Zaraz, zaraz, a czy ja w ogóle dobrze siedzę? A powinnam mieć oczy zamknięte, czy może otwarte? A o czym należy myśleć? I tak można wymieniać w nieskończoność…

Postanowiłam jednak, że nie zamierzam dać za wygraną, bo nie będzie mi tu przecież jakaś tam medytacja udowadniać, że nie potrafię. Dałam sobie 2 miesiące.

Po pewnym czasie zaczęłam obserwować to, co dzieje się w mojej głowie, przestałam z tym walczyć. Kolejno przyszła umiejętność kontrolowania pojawiających się myśli. Dotarło do mnie, że to ja mogę decydować o tym, jakie myśli do mnie przychodzą i co z nimi zrobię. Wiem już, że mogę świadomie pozwolić im odpłynąć.

Zanim zaczęłam odczuwać fizyczne korzyści z praktykowania medytacji, musiałam swoje „przejść”. W pewnym momencie wydawało mi się, że to nie ma sensu i jestem na to „odporna”. Każda kolejna próba wyglądała tak samo (a przynajmniej tak mi się wydawało). Pierwsze oznaki zmiany pojawiły się po około miesiącu, tzn. wtedy dotarło do mnie, że inaczej postrzegam czas spędzony na medytowaniu, zaczęłam odczuwać przyjemność.

A do czego przydaje mi się medytacja? Gdzie widzę korzyści?

Pomaga oczyścić mój umysł z natłoku myśli, pozwala się uspokoić i zredukować stres. Dodaje energii i zauważyłam, że zdecydowanie trudniej wyprowadzić mnie z równowagi (chociaż nie jest to niemożliwe). Ponadto z dnia na dzień zwiększa się moja samoświadomość i potrafię lepiej zrozumieć siebie (jakkolwiek banalnie to brzmi).

Skróciłam dystans między mną, a innymi ludźmi. Pojawiło się we mnie więcej współczucia, empatii, a mniej krytykowania i oceny. Zaczęłam interesować się drugim człowiek, przestałam skupiać się na wyszukiwaniu i wytykaniu jego wad i niedoskonałości.

Medytując, zaprzyjaźniam się z otaczającą mnie rzeczywistością, zamiast z nią walczyć. Zamiast skupiać się na tym czego jeszcze nie mam, czego jeszcze do szczęścia mi brakuje, przyjmuję życie takim jakim jest, z wdzięcznością.

Kilka rad.

Najważniejszą rzeczą w medytacji jest moim zdaniem systematyczne praktykowanie. Nie musisz zaczynać od razu od 40 minut, nawet bym to odradzała. Zdecydowanie bardziej istotne jest, abyś medytował codziennie. Nawet krótką chwilę. Z czasem przyjdzie moment, że sam będziesz chciał tą chwilę wydłużyć, słowo daję!

Nie szukaj idealnego momentu, bo możesz czekać w nieskończoność. Owszem, warto jest znaleźć miejsce spokojne, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał, szczególnie na początku, bo łatwiej będzie nam się wyciszyć. Nie przesadzaj jednak z tą perfekcyjnością otoczenia. Nie walcz z „rozpraszaczami”, wystarczy że zaczniesz je zauważać.

Zatem kiedy i gdzie?

Kiedy tylko masz na to przestrzeń. Możesz wstać 10 minut wcześniej niż zazwyczaj; może w samochodzie przed lub po pracy; może podczas wieczornej kąpieli lub tuż po wejściu do łóżka. Możliwości jest naprawdę wiele – wystarczy, że zaczniesz je dostrzegać.

Nie walcz z pojawiającymi się myślami, obserwuj je, a za każdym razem gdy poczujesz, że „odpływasz”, spokojnie powróć do chwili obecnej. Początkowo bardzo pomaga liczenie wdechów i wydechów.

Nie myśl o wykonaniu medytacji idealnej – taka nie istnieje. Każdy praktykuje na swój własny sposób, i to właśnie ten sposób będzie dla Ciebie najlepszy. Oczywiście, warto zastosować podstawowe wskazówki, ale nie biczuj się gdy po tygodniu nie widzisz efektów. Spokojnie, daj sobie czas, właściwy moment nastąpi.

Na koniec kilka linków, które mogą okazać się dla Ciebie pomocne w odkrywaniu świata „om”.

Zapraszam Cię do zapoznania się z medytacją „dla zapracowanych”, idealna dla osób które cierpią na „brakczas”:

Jednominutowa medytacja

Medytacje Gosi Mostowskiej. Świetne zarówno dla osób początkujących, jak i już praktykujących. Osobiście często do nich wracam:

Sposoby na Stres – Medytacja dla Początkujących

Wycisz Umysł – Medytacja dla Początkujących

Jak Być Szczęśliwym ♥ Poranna Medytacja Wdzięczności

Wieczorna Medytacja na Sen ♥

 

Wytrwałości!

D.K.

 

Sprawdź mój Business Letter!

 

Dołącz do grona #RTB i otrzymuj ode mnie przydatne wskazówki, ćwiczenia oraz inspiracje powiązane ze startem własnego biznesu.

Mam też dla Ciebie coś wyjątkowego!

Coś, co sprawi, że zaczniesz działać „tu i teraz”, bez dalszego odwlekania. Po zapisie do newslettera otrzymasz ode mnie „puzzle biznesu” – bezpłatne narzędzie, które z lotu ptaka pozwoli Ci spojrzeć na Twoją obecną sytuację oraz przeanalizować w jaki sposób wpływa ona na rozwój Twojego biznesu.

Zapisz się i już dziś pobierz swoje puzzle 🙂

Mamy to! Za chwilę otrzymasz na swój e-mail dalsze instrukcje ;)