Zaznacz stronę

moje nastawienie, kot, zielona mata


Kawa zrobiona, muzyka nastawiona a zatem mogę brać się za pisanie do Was. Tym razem chciałabym opowiedzieć Wam po krótce o moich spostrzeżeniach w dnia dzisiejszego.

Zaczynamy!

Chyba mogę już ostatecznie powiedzieć, że moje samopoczucie uległo zdecydowanej i trwałej poprawie. Większość stycznia upłynęła mi pod hasłem odzyskiwania siły i stopniowego powrotu do życiowych aktywności. Teraz jest już w gruncie rzeczy naprawdę dobrze :). Wróciłam do, miejmy nadzieję, regularnej praktyki jogi (2 razy w tygodniu w mojej szkole jogi oraz 2 dni w domu) a także raz w tygodniu wprowadziłam basen.

Muszę się Wam przyznać, że mimo początkowych niechęci „mentalnych” zarówno po jodze jak i po basenie czuję się wspaniale! Od razu patrzę na otaczający mnie świat zdecydowanie bardziej przychylnie oraz mam więcej chęci i przestrzeni w sobie do działania. Okej, dalej męczę się szybciej i częściej potrzebuję odpoczynku, ale po tym co działo się przez ostatnie 3 miesiące, jestem niezmiernie szczęśliwa z powodu takiej poprawy :). Chyba nie muszę Was przekonywać, że aktywność fizyczna to samo dobro, także drogie kobiety na matę, bieżnię, czy gdzie tam chcecie się wyszaleć, raz dwa!


A teraz na ziemię!

Żeby jednak nie było że u mnie tak cukierkowo i wspaniale jest. Zaobserwowałam w ostatnim czasie, że praktycznie każdorazowo po wyjściu z domu, moje panowanie nad sobą jest poddawane próbie. Od kiedy zaczęłam się bardziej sobie przyglądać dostrzegam to całkiem wyraźnie i staram się nie reagować w sposób schematyczny i nawykowy jak do tej pory. 

Dzisiaj na przykład, jadąc do biura z zamiarem zawiezienia L4 wymarzyłam sobie, że zaparkuję tuż pod firmą, bo przecież na pewno przed 7:30 chociaż jedno miejsce znajdę! I co? I dupa. Podjeżdżam pod budynek a tam 95% terenu rozkopane, rozjeżdżone i przystrojone tasiemkami z zakazem wjazdu…”No nic” myślę, pojadę z drugiej strony. Jak się dobrze domyślacie i tu sprawa miała się podobnie…

Dobra, nie to nie! Jadę na parking pobliskiego centrum handlowego, w końcu to raptem 10 minut spaceru w jedną stronę. Szukając miejsca wytłumaczyłam sobie, że przynajmniej zrobię sobie krótki spacer, który zawsze się przyda. Dojechałam, zaparkowałam i idę. Czas na dojście postanowiłam przeznaczyć na chwilę uważności nad moim oddechem (co przy ogólnym natężeniu samochodów w tamtym miejscu i wszechobecnych spalinach nie było jednak takie proste).

Na miejscu zorientowałam się, że nie zabrałam z domu karty wstępu do biura…Uśmiechnęłam się tylko do siebie i ładnie poprosiłam Panią z biura ochrony budynku o kartę zastępczą, która niestety uprawnia do wjazdu tylko na jedno piętro (nie, nie na to na którym mogę oddać L4). Gdy już wjechałam na górę, załatwiłam co miałam do załatwienia oraz poprosiłam przemiłą dziewczynę na recepcji, by przekazała moje zwolnienie w odpowiednie miejsce. Uff, wróciłam do auta i już bez większych komplikacji dojechałam do domu (prawie, bo przecież zapomniałam wypłacić gotówkę na nowy karnet zajęciowy).


Moment kontroli.

Po śniadaniu zapobiegawczo wyszłam z domu 50 minut przed zajęciami, by dorwać bankomat oraz spokojnie znaleźć wolne miejsce parkingowe w centrum Katowic po godzinie 10:00 (naiwna ja). Pierwsza część zadania wykonana po mistrzowsku, druga hm…powiem tak, zajęcia zaczynały się o 10:30 a ja o 10:23 niczym cyklokopter wciąż zataczałam coraz większe kręgi wokół szkoły. Ostatecznie o 10:26 wyciągnęłam bilecik z parkomatu, wrzuciłam za szybę i żwawym krokiem ruszyłam przed siebie w ponownie blisko dziesięciominutowy marsz.

Nie zdążyłam na czas, wparowałam odrobinę po rozpoczęciu. Bardzo cieszy mnie jednak fakt, że ostatecznie nie zrezygnowałam (bo owszem, miałam takie myśli kołując) i nie zawróciłam do domu.


Podsumowując:

Zaliczyłam dzisiaj 2 nieplanowane, aczkolwiek krótkie wyprowadzenia siebie na spacer i przyjemne rozmowy z samą sobą. Muszę przyznać, że jestem z tego powodu cholernie dumna, mimo takich drobnostek na dobrą sprawę. Jestem, ponieważ wiem że jeszcze nie tak dawno temu, tego rodzaju „potknięcia” zaliczyłabym do swoich porażek i moje nastawienie na resztę dnia nie byłoby różowe. Te sytuacje najlepiej pokazują mi, że codzienna praca nad sobą oraz łapanie dystansu dają jednak pozytywne rezultaty.

Świadomość sprawczości, jest bardzo ważna w naszej codzienności. Pomaga nam w ustawianiu siebie w roli osoby odpowiedzialnej za swoje działanie a nie „ofiary”, która tylko czeka by ponownie ponarzekać na to co ją w życiu spotyka. Jednak nie chodzi tu tylko o sytuacje negatywne, kiedy to obwiniamy wszystko dookoła za nasze niepowodzenia. W zdarzeniach pozytywnych to podejście również ma ogromne znaczenie. Przestawienie się z myślenia „udało mi się” na „zrobiłam to!” powoduje stopniowy wzrost chęci do działania oraz wiary we własne możliwości.

Podczas czytania jednej z książek, natknęłam się ostatnio na bardzo ciekawą technikę zaczerpniętą z kinezjologii.

Kinezjologia

Nauka o ruchu ciała ludzkiego i wpływie tego ruchu na polepszanie pracy mózgu. Technika ta w bardzo namacalny sposób obrazuje nam tą sprawczość. Spotkałam się z nią również kiedyś na jednym z warsztatów, w którym uczestniczyłam.

Polega ona na tym by, sprawdzać siłę mięśni poszczególnych osób, podczas wypowiadania przez nie różnych słów.

Wygląda to mniej więcej tak: osoba „testowana” wyciąga w bok lewe ramię, na które osoba „testująca” napiera swoją lewą ręką – to pokazuje nam czyjąś normalną siłę.

Następnie prosi się osobę testowaną aby wybrała coś o czym jest przekonana, że nie potrafi tego robić i wypowiedziała to na głos – podczas jednoczesnego napierania na ramię można wyczuć, że opór jest mniejszy.

Potem ma powiedzieć na głos, z pełnym przekonaniem, „mogę to zrobić” a wtedy wyczujemy, że ramię staje się mocniejsze. Jeśli chcecie sprawdzić, poddajcie temu eksperymentowi swoich partnerów, nie mówiąc o co chodzi ;). Dodatkowo, zainteresowanym polecam zapoznać się z tematem kinezjologii głębiej, ponieważ świetnie sprawdza się w ramach „gimnastyki umysłu”.

Generalnie świetne ćwiczenie by zdać sobie sprawę z tego, jak wiele zależy od nas samych. Jak wiele możemy zmienić zmieniając własne nastawienie.

Jakiś czas temu, natknęłam się również na intrygujące pytanie. Dzięki czemu teraz, gdy spotyka mnie coś potencjalnie „złego”, staram się na chwilę zatrzymać i zadać sobie pytanie „Jaka większa korzyść wyniknie dla mnie z tej sytuacji?”. Może i nie czuję się jeszcze w 100% komfortowo z tym pytaniem, ale widzę że przynosi efekty, więc staram się go trzymać. W końcu to nic innego, jak budowanie nowego nawyku.

I masz Ci los, kawa mi wystygła…

Na zakończenie pytanie do Was, moi Drodzy:

Jak radzicie sobie w sytuacjach Wam niesprzyjających? 

Chętnie nauczę się czegoś nowego 🙂

D.K.

Sprawdź mój Business Letter!

 

Dołącz do grona #RTB i otrzymuj ode mnie przydatne wskazówki, ćwiczenia oraz inspiracje powiązane ze startem własnego biznesu.

Mam też dla Ciebie coś wyjątkowego!

Coś, co sprawi, że zaczniesz działać „tu i teraz”, bez dalszego odwlekania. Po zapisie do newslettera otrzymasz ode mnie „puzzle biznesu” – bezpłatne narzędzie, które z lotu ptaka pozwoli Ci spojrzeć na Twoją obecną sytuację oraz przeanalizować w jaki sposób wpływa ona na rozwój Twojego biznesu.

Zapisz się i już dziś pobierz swoje puzzle 🙂

Mamy to! Za chwilę otrzymasz na swój e-mail dalsze instrukcje ;)