Zaznacz stronę

Ostatnio chodzi za mną natrętna myśl. Myśl, którą jeszcze kilka miesięcy temu potraktowałabym w zupełnie inny sposób niż teraz. Przytaknęłabym, znalazłabym jakiś względnie spokojny kąt i ponarzekałabym na swoją nieefektywność. 

„Robisz za mało”, „ciągle starasz się niewystarczająco”, „stać Cię na więcej”. 

Idealne hasła do samobiczowania, prawda? W swoim czasie, dosyć regularnie je praktykowałam. Nie, nikomu o tym nie mówiłam, bo i po co. Każdy poklepałby mnie po ramieniu i powiedział „no co Ty! Przecież dajesz radę”. Ale dla mnie nie byłoby to wystarczające. Na tamten moment, to nie byłby dla mnie skuteczny lek. Musiałam się jeszcze trochę docisnąć. 

I tak dokręcałam, dokręcałam, aż wreszcie BADAM! – dotarło. Dlaczego właściwie zachowuję się względem siebie w taki sposób? Co mi daje takie myślenie na swój temat? 

Przede wszystkim dawało mi wymówkę do niedziałania. Gniotąc w siebie takie myśli, coraz wyraźniej pojawiało się poczucie braku sensu, bycia niewystarczającą i nienadającą się, bo przecież co ja wiem i potrafię. I w taki oto sposób wszelkie pomysły i zaczątki działań obracały się w kurz. Czułam niechęć do robienia czegokolwiek, bo wszystko wydawało mi się zbyt nijakie. 

W pewnym momencie, na szczęście przestało mi być tam jednak wygodnie. Takie myślenie zaczęło mnie wreszcie uwierać. A wtedy postanowiłam szukać innych możliwości, a także sposobów myślenia i działania. 

Pytałam siebie, skąd te myśli się biorą i dlaczego w taki właśnie sposób myślę. 

Na początku wizji mojego biznesu miałam w głowie zakodowane wręcz, że to musi się zadziać szybko. Szybko, czyli maksymalnie do roku, bo przecież wiem, że się tak da (bo przecież inni tak potrafili). I tak właśnie zaczęło się moje nakręcanie kołowrotka. 

Patrząc z perspektywy czasu wiem jak błędne były to założenia. Dzisiaj jestem świadoma tego, że wiele tematów miałam jeszcze do przepracowania. W obszarze „JA” miałam dużo do posprzątania. Bez porządku w tej sferze nic nie byłabym w stanie zbudować. Wtedy jednak patrzyłam na sprawy zupełnie inaczej. Wszystko było dla mnie czarne lub białe. Teraz mam już tego świadomość. I owszem, patrząc z boku można pomyśleć, że działam wolno. Prawdopodobnie ktoś inny cztery razy zdążyłby się obrócić w trakcie jednego mojego salta. Obecnie mam na to tylko jedną odpowiedź: Działam w takim tempie w jakim potrzebuję i jestem w stanie. 

Jestem wielką fanką słów Stanisława Lema „Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś.”

Zdałam też sobie sprawę z tego, że te niesprzyjające mi myśli pojawiały się z powodu przeciążenia i przemęczenia mojego organizmu. Cały czas dokładałam sobie kolejne obowiązki: kursy, wyjazdy, spotkania, warsztaty, bo przecież trzeba robić szybciej i więcej. 

W całym tym szaleństwie zapominałam jednak o tym, że jako istoty ludzkie mamy ograniczone zasoby i czasem potrzebujemy regeneracji, zatrzymania, czasu tylko dla siebie i na swoje przyjemności. W tamtym okresie nie dawałam sobie do tego prawa, bo wiecznie miałam wrażenie, że „nie zasłużylam”. Wiesz, takie ciągłe gadanie do siebie: jak zrobisz to, to dostaniesz tamto. A że często nie robiłam, to nie miałam prawa odpocząć. I tak w koło Macieju. 

Swoją drogą myślenie kategoriami „jak zrobisz…, to dostaniesz…” bardzo kojarzy mi się z relacją rodzic – dziecko. Nie wiem, czy w Waszym otoczeniu takie działanie występowało/ występuje, ale ja tego doświadczałam. Myślenie na schemacie nagrody i kary. Działanie trochę (albo bardzo) na zasadzie miłości warunkowej („jeśli ładnie zjesz obiadek, to pobawimy się później razem”). 

Dopiero jak dorosłam dowiedziałam się, jak bardzo jest to dla dziecka krzywdzące i jak negatywnie może się odbić na jego nawet już dorosłym życiu. 

I ja wiem, że intencją rodzica nie jest skrzywdzenie dziecka, tylko osiągnięcie pewnego celu. A czasem taki środek działa całkiem szybko, więc idealnie się sprawdza w warunkach cierpliwości na wykończeniu. 

Moim zdaniem, warto się jednak pochylić nad tym, jakie to może mieć w przyszłości konsekwencje w psychice dziecka i przemyśleć, czy czasem nie ma innej drogi.

Ale do brzegu, bo dzisiaj nie o dzieciach chciałam pisać.

Jak napisałam na początku, teraz mam inne podejście do tematu wiecznego robienia za mało i brania na siebie zbyt dużo. Teraz zdecydowanie bardziej słucham siebie. Gdy czuję, że te myśli do mnie przychodzą, to zatrzymuję się na chwilę i pytam siebie „czego teraz potrzebujesz, by poczuć się dobrze ze sobą?”. Notuję wszystkie odpowiedzi, które się pojawiają i sprawdzam, które są w danym momencie możliwie do zrealizowania. A jak już je wybiorę, to po prostu wcielam je w życie.

Daję sobie czas i przestrzeń na „nicnierobienie”. Staram się korzystać z tego w pełni, bo przecież to jest MÓJ CZAS.

Dobroci,

D.

Sprawdź mój Business Letter!

 

Dołącz do grona #RTB i otrzymuj ode mnie przydatne wskazówki, ćwiczenia oraz inspiracje powiązane ze startem własnego biznesu.

Mam też dla Ciebie coś wyjątkowego!

Coś, co sprawi, że zaczniesz działać „tu i teraz”, bez dalszego odwlekania. Po zapisie do newslettera otrzymasz ode mnie „puzzle biznesu” – bezpłatne narzędzie, które z lotu ptaka pozwoli Ci spojrzeć na Twoją obecną sytuację oraz przeanalizować w jaki sposób wpływa ona na rozwój Twojego biznesu.

Zapisz się i już dziś pobierz swoje puzzle 🙂

Mamy to! Za chwilę otrzymasz na swój e-mail dalsze instrukcje ;)